logo

Książę o złotych jajkach. Dlaczego przestałam lubić mężczyzn?

By | środa, września 02, 2015 12 comments

Ten tekst zacznie się niewinnie...Wylewanie żali czy wyrażanie stanowczych, kontrowersyjnych opinii należy już do rzadkości w tym miejscu. Czuję jednak nieodpartą potrzebę napisania tekstu w strefie mamy. O mężczyznach, których nie lubię coraz bardziej. Za mną już osiem miesięcy walki. Tak walki. Nie z kilogramami, nie z własnymi słabościami (chociaż może jednak?). Walki o swoją niezależność, którą naprawdę zatraciłam w momencie założenia rodziny. Walki o  siebie i męża, z Mężem.



Teraz mogę napisać, że był to trudny czas. Macierzyństwo pełne trosk i nieprzespanych nocy. Właściwie odkąd pojawił się Franio, nie przespałam ani jednej nocy normalnie. Od dnia narodzin towarzyszył mi ogromny stres, lekarze, szpitale. Później okazało się, że moje dziecko ma wszystkie możliwe dolegliwości związane z okresem niemowlęcym - kolki, straszne ulewania, bardzo mało spał, płakał w nocy. Był taki czas, kiedy ciągle płakał. Potem nie chciał jeść nic poza mlekiem (a i to z wielką łaską), a jeszcze potem.... sami już wiecie... pojawiła się cukrzyca.

A Mąż? No cóż... Pewnie jak to statystyczny Mąż (z tych gorszych statystyk). Zbudował sobie swój azyl, w którym było mu lepiej. Mnie zostawił (psychicznie) z całym tym światem spadającym mi na głowę. Nie odpychałam go od dziecka i naszych codziennych spraw. On sam nie chciał. Jak to kiedyś określił "bo on musiałby ze wszystkiego zrezygnować, a wcale tego nie chce...". Przyznam szczerze, że wtedy we mnie coś pękło i te słowa, wypowiedziane kilka lat temu nadal we mnie siedzą. W tym dniu przestałam myśleć o mężczyznach wyłącznie pozytywnie. Przykłady moich przyjaciółek, koleżanek i dalszych znajomych, utwierdziły mnie w przekonaniu, że rzeczywiście coś jest nie halo! 

Zgadza się, nie jesteśmy ideałami, ale przyznacie same, że mężczyźni wymagają od nas znacznie więcej niż od siebie samych. Zaczęłam się rozglądać dookoła i uderzył mnie obraz współczesnego mężczyzny, którym jest również mój mąż. Mają się za lepszych od nas. Mało tego, mają się za lepszych od kogokolwiek innego. Zawsze wydaje im się, że wyglądają lepiej niż niejedna krytykowana (powierzchownie) przez nich kobieta. U nas widzą obwisłe cycki czy za duży brzuch. Ich wielki bęben i wiszące na nie-tyłku gacie są przecież ok! 

Jako pracodawcy, zatrudniają nas nie raz tylko dlatego, że wpadłyśmy im w oko. Po co są CV ze zdjęciem (a czasem nawet ze zdjęciem całej sylwetki!)? Dla selekcji - ta jest brzydka, ta jest gruba, ta nie w moim typie. Tak się dzieje, na serio. A kiedy nie chcesz się poddać "panu i władcy", padasz ofiarą mobbingu, molestowania. W końcu sama się zwalniasz albo wylatujesz z pracy. Jeśli sama się zwalniasz to w JEGO oficjalnej wersji nie byłaś dobrym pracownikiem (łagodnie pisząc) albo kurwą (w wersji hard).

Zgadza się, na wzajemny szacunek trzeba sobie zapracować. Ale wśród nich są tacy, którzy poza samouwielbieniem i szacunkiem do swoich własnych wartości (które przestawiają sobie jak im pasuje), nas nie szanują. Nie szanują nawet innych mężczyzn - srają we własne gniazdo.

Zauważyłam też, że my, kobiety, jesteśmy traktowane jako narzędzia. Stałyśmy się narzędziami w rękach mężczyzn. Ich garnkami, odkurzaczami, gumowymi lalkami, które można przecież w każdej chwili i bez konsekwencji odstawić na bok spuszczając powietrze. Odstawić, założyć nową rodzinę (a często już "tylko" ograniczają się do luźnych relacji, dając nogę kiedy tylko zaczyna się zacieśniać).  Starą rodzinę można zostawić żonie - przecież to ONA ją chciała!

My musimy - oni mogą. My musimy zmienić wkłucie dziecku, przebrać pampersa, wykąpać je, nakarmić. Musimy iść do pracy, dobrze wyglądać, uśmiechać się. Oni mogą. Mogą, ale czasami im się nie chce. Są zmęczeni po pracy (bo przecież zarabiają więcej niż my i pracują naprawdę - nie tak jak my!). Krzyczą, że w domu jest syf, ale czy wezmą szmatę do ręki chociaż na 30 sekund? My jesteśmy ich szmatami. Niektórzy nawet talerza po sobie nie umyją. Tak ich nauczyłyśmy.

Przepraszam Was drodzy Panowie. Nie wkładam wszystkich do jednego wora, ale sami przyznacie, że ci z was, którzy cenią sobie rodzinne wartości i poświęcają się rodzinie w takim samym stopniu, jak kobieta, są w znacznej mniejszości. Są tacy, którzy są wspaniałymi mężami i ojcami - wiem o tym, chwała im za to! Tak jak jednak wyżej napisałam, są oni w mniejszości.Coraz mniejszej mniejszości. Zgadza się, niektóre kobiety też są przebiegłymi, zdradzającymi, mobbingującymi egoistkami. To przecież najczęstszy argument, który pada. Ale czy czegoś (kogoś) Wam one nie przypominają? Nie widzicie w nich prawdziwie męskich cech? Jeszcze tych z czasów, kiedy mężczyźni byli mężczyznami a nie metroseksulanymi, wypacykowanymi egoistami?

Kiedy słyszę/obserwuję historie niektórych kobiet aż włos mi się na głowie jeży. Same pozwalają zepchnąć się do roli kochanki (kochanek ma przecież rodzinę i wspaniałą żonę, nie może z niej zrezygnować bo drugiej takiej słabo widzącej może nie trafić). Same pozwalamy im dowartościowywać się własnym kosztem. Partnerstwo? Owszem, ale na ich zasadach. 

I taka jest prawda!

Prawda o tym, że kobieta po 30-tce ma naprawdę niewielkie szanse na normalny związek, bo dla was jest już starą prukwą. Wy jesteście wiecznie młodzi przecież.

Prawda o tym, że manipulujecie nami poprzez dzieci. Część ojców ręki nie przykłada do opieki nad nimi czy przejęcia części obowiązków domowych, ale kiedy dochodzi do rozwodu, włącza się Wam funkcja: tatuś.

Nie sprzeciwiacie się i nie buntujecie, kiedy w domu jest czysto, uśmiechnięta żona czeka na z ciepłym obiadem. Waszym ulubionym. Kiedy nie pyta gdzie wychodzisz i o której będziesz. Kiedy rozumie, że dłużej musiałeś zostać w pracy. Nie ma pretensji, kiedy musisz się zdrzemnąć. Nawet nie macie nic przeciwko, żebyśmy przyniosły do domu więcej pieniędzy, niż wy.

Prawda jest taka, że buntujecie się i sprzeciwiacie, kiedy żona czegoś od was chce. Kiedy musicie przerwać drzemkę albo grę na Play Station. Kiedy mówi się wam: a może tym razem ty odkurzysz? Pomożesz mi i wytrzesz podłogę? No i niedobrze jest, jeśli zarabiamy tę marną najniższą krajową - to jest przyczyna wszystkich rodzinnych kryzysów i niepowodzeń finansowych... 

Prawda jest taka, że rzeczywiście pracujecie, czasami jesteście sfrustrowani, żyjecie pod presją posiadania rodziny, wrednego szefa, kredytu we frankach. Wcale jednak nie zwalnia Was to z bycia konsekwentnym w podjętej decyzji o posiadaniu rodziny.

Prawda jest taka, że zdradzacie nie widząc w tym nic złego skoro żona nic na ten temat nie wie. I zawsze stawiacie się wyżej, jak byście byli od celów wyższych. A nie jesteście. Jesteście od takich samych celów jak my, kobiety.

Prawda jest taka, że nie jeden facet po prostu nie zasługuje na swoją żonę, dziewczynę.

Prawda jest taka, że same budujemy im ten idealny świat. (PODKREŚLAM: MAMY TO NA WŁASNE ŻYCZENIE!). Budujemy im koncepcję "księcia o złotych jajkach" - jak to kiedyś usłyszałam. Niestety jesteśmy współwinne temu, jacy oni są.

← Starszy post

Rosół wcale nie musi być nudny!!

Nowszy post →

Z cukrzycą do przedszkola i szkoły....

Strona główna